niedziela, 18 stycznia 2026

Zbiory Ogniem i Mieczem - Wojsko zaporoskie

 Zgodnie z zapowiedzią ;)

 

Jakiś czas temu obiecałem, że pochwalę się zbiorami Kozaków do Ogniem i Mieczem, więc oto one:

 

Śmigownica (chwilowo jedna, w planie jest druga)

 

 Podstawa armii kozackiej, czyli mołojcy

Obecnie mam na stanie 3 oddziały w rozmiarze L i 2 kolejne w planie


 Kolejni są konni mołojcy. Jak wiecie wszystkie formacje dragońskie robię osobo w wersji konnej i pieszej i tak oto ma 3 oddziały w rozmiarze S i w planie jeszcze jeden w rozmiarze M.
 
 
 
 
Teraz czas na małych dowódców, czyli Esaułów. Mam ich już pięciu plus oboźnego, czyli na dywizję już wystarczająco :)

 Wracamy do jednostek i mamy mołojców strzelców. Tutaj mam dwa oddziały w rozmiarze M i jeden w S. Na tę chwilę raczej nie będę ich już rozbudowywał.

 Kolejne są działa kozackie. Przy obecnym stanie, czyli dwóch oddziałów w rozmiarze S i jeden w M mam pełną możliwość ich wystawienia zarówno w zgrupowaniach jak i dywizji (przynajmniej na razie).

 Teraz czas na elitę, czyli rejestrowych. Obecnie mam trzy oddziały M i jeden S. Chwilowo ten stan pozostanie bez zmian, ale z tyłu głowy coś puka, że jeszcze trzy oddziały M by się przydały :)
 
Czas na kolejny charakterystyczny element armii kozackiej, czyli czerń. Obecnie mam dwa oddziały w rozmiarze L. W kolejce do malowania jest oddział XL oraz dwa oddziały czerni z bronią strzelecką w rozmiarze L :D
   
 
Oddziały specjalne, czyli plastuni. Mam dwie grupy i chyba wystarczy :)

 I na koniec kadra dowódcza. Mam ich chwilowo pięciu, z czego jeden to zwykły pułkownik a pozostali to Ataman Tomaszko, Iwan Bohun, Iwan Sirko i Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny. W kolejce stoi dwóch dowódców historycznych, czyli Maksym Krzywonos i sam hetman Bohdan Chmielnicki.
 

wtorek, 13 stycznia 2026

W wolnej chwili...

 Coś pomiędzy OiM i Quarami ;)

 

Jak wam pewnie wiadomo, na moim warsztacie stałe miejsce zajmuje Ogniem i Mieczem i ostatnio też Quary z Tollyn Maeryn.

Lecz to nie znaczy, że nie mam nic więcej w kolejce, moja kupka wstydu jest nie przebrana :D

 Lecz powoli udaje mi się coś  niej pomalować i tak oto udało się skończyć kolejną (już trzecią) figurkę z Legionu Heretyków do Trench Crusade, czyli Wiedźmę Artyleryjską.





 

czwartek, 8 stycznia 2026

Nowe siły dla Moskwy: Dzieci Bojarskie ruszają do boju!

Armia powolutku rośnie.

W końcu udało się ruszyć z kopyta! Moje plany stworzenia armii moskiewskiej do Ogniem i Mieczem powoli nabierają realnych kształtów. Jak już się Wam wcześniej chwaliłem, Wojewoda jest już gotowy i tylko przebierał nogami, czekając na kogoś, komu będzie mógł wydawać rozkazy.



Wreszcie doczekał się godnego wsparcia. Na warsztat (i z warsztatu!) wjechał pierwszy rzut Dzieci Bojarskich. To trzon moich sił kawaleryjskich, który ma zaprowadzić porządek na stepach i w lasach w imieniu Cara. 

Teraz, gdy Wojewoda ma już przy boku swoich wiernych bojarów, armia zaczyna wyglądać na stole jak realne zagrożenie, a nie tylko samotny dowódca na spacerze.

 






PS. Tak, wiem... zdjęcia. Nadal nie opanowałem tej magii i obawiam się, że moje umiejętności fotograficzne utknęły gdzieś w XVII wieku razem z moimi figurkami. Musicie mi uwierzyć na słowo (albo użyć wyobraźni), że na żywo prezentują się trochę lepiej niż na moich "rozmazanych" próbach! :D

Kolejne jednostki już czekają w kolejce. Co następne? Piechota czy może jeszcze więcej jazdy? Zobaczymy!

niedziela, 4 stycznia 2026

Tym czasem...

Wspomnienie z Gloam Hynn (1780 r.)

Podczas gdy chłopaki Vrynna byli na patrolu, a reszta plutonu rozbijała obóz, przed oczami dowódcy wracały obrazy z tragicznego patrolu Tollyn Maeryn, wysłanego jeszcze w 1780 roku na bagniste tereny Gloam Hynn. Dowodził nim wtedy Yawdryl Arwyn Vane.


    „Zostaliśmy wysłani w głąb leśnych i bagnistych ostępów. Nieopodal osady drwali i stolarzy wpadliśmy na ślad wroga. Szybko zrozumieliśmy, że to nie my ich tropimy, lecz oni czekają na nas – bagniska najeżone były pułapkami. Na początku mieliśmy szczęście: większość to zwykłe dzwonki na sznurkach, ale nasza Dyna Lowra Belth weszła prosto na groźniejszą minę. Tylko dzięki temu, że pchała przed sobą ciężki wózek, który przyjął na siebie siłę wybuchu, uszła z życiem.


    Próbowałem przejąć inicjatywę. Razem z grenadierem podeszliśmy bliżej, by sprawdzić w walce granaty nasadkowe. Okazały się skuteczne, więc zostawiłem go na pozycji i ruszyłem wesprzeć Milwera Ffynnegana, który przygwożdżony ogniem nie mógł unieść głowy. 

 

W tym samym czasie na prawej flance nasz Lone Buck Kallwyq wykazał się niesamowitą odwagą – wyszedł niespodziewanie na przeciwnika i jednym celnym strzałem powalił wroga. Niestety, zaraz potem sam oberwał. Widziałem go tylko przez moment – siedział oszołomiony za skrzyniami, próbując dojść do siebie. 

 

W odwecie Milwer Ffynnegan rozgrzał lufę swojego LMG i dosłownie 'wymiótł' obsługę wrogiego karabinu maszynowego.

    Na prawej flance nie było już tak dobrze. Weteran próbował oskrzydlić przeciwnika z dwoma ryflerami, ale jeden z żółtodziobów wychylił się o sekundę za długo. Traper wroga tylko na to czekał – postrzał, a potem szybka niewola.   


Weteran nie odstępował już drugiego strzelca na krok. Przeskoczyli żywopłot, dopadli do płotu i zaczęli wymianę ognia z lokalnymi 'bagniakami'. Ci zasypali ich granatami. Pierwsze rzuty były niecelne lub wadliwe, ale w końcu jeden wybuchł dokładnie tam, gdzie stał nasz drugi żółtodziób. Chłopak zmarł na oczach Weterana, który pod naporem przeważających sił musiał się wycofać, nie mając nawet szansy na pomstę.

 


    Na moim odcinku Milwer Ffynnegan, po uciszeniu wrogiego KM-u, chciał zmienić pozycję. Zabrał ze sobą młodego grenadiera, by przebiec na drugą stronę traktu. To był błąd. Obaj dostali się pod ogień snajpera. Milwer Ffynnegan, twardy chłop, dociągnął do końca bitwy, ale zmarł później w szpitalu polowym. Grenadier miał więcej szczęścia – wylizał się z ran.

 

    Ja w tym czasie zdjąłem ostatniego z obsługi wrogiego KM-u i zdołałem ocucić Lone Bucka. Chcieliśmy podejść jeszcze bliżej, ale wtedy Buck dostał kolejny postrzał. Rany okazały się śmiertelne... zmarł mi na rękach tuż po walce. Najdziwniej zachowała się Dyna – w ferworze walki, kierowana chyba jakimś obłędem lub nadmierną litością, dwukrotnie cuciła rannego wroga. Ten, zamiast podziękować, od razu rzucał się na mnie z bagnetem. Krótka seria z mojego SMG dwa razy posłała go z powrotem do błota.


    Celu nie osiągnęliśmy. Bagniaki zajęły punkty strategiczne, a wywiad doniósł później, że jakimś cudem wszyscy ranni wrogowie przeżyli. My zostaliśmy z pustymi rękami i grobami kolegów”. 


 Gwałtowny łoskot przewracanych skrzyń i pisk przerażonego ptactwa wyrwał Vrynna z odrętwienia. Przez chwilę nie wiedział, gdzie jest. Serce biło mu nierówno, a w resztki ramienia uderzył znajomy, rwiący ból.

Odrzucił połę namiotu i wyszedł na zewnątrz. Wieczorne powietrze było ostre i wilgotne. W obozie panował nienaturalny porządek, który tylko potęgował niepokój. Żołnierze zastygli w pół kroku, nasłuchując odgłosów dobiegających z mroku kniei.

Vrynn dostrzegł znajomą, przygarbioną sylwetkę. Podszedł do Oldyra, czując, jak każdy krok waży tonę. Gdy tylko znalazł się obok, poczuł na ramieniu ciężką dłoń weterana. Vrynn od razu zapytał, czy chłopaki wrócili, ale w odpowiedzi Oldyr tylko milczał.

Vrynn wpatrywał się w ciemną linię drzew, a w jego głowie huczało od domysłów. Co się tam dzieje? Czy spotkali wroga? A jeśli tak, to kogo – zwykłych maruderów czy regularną armię? Czy zdołają się przebić, czy może ten patrol skończy się taką samą krwawą łaźnią jak tamten Arwyna w 1780 roku?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Jedynym pewnym punktem w tym mroku była dłoń Oldyra, która zacisnęła się mocniej na jego ramieniu, jakby stary żołnierz sam próbował znaleźć w tym geście oparcie.






sobota, 3 stycznia 2026

W końcu skończony!

 Okopany Tabor!

Wreszcie, po długich bojach i wielu podchodach udało mi się pomalować okopany tabor, do moich Kozaków w "Ogniem i Mieczem"!

Co prawda w nowy sezon turniejowy planuje wejść z nową armią, ale Kozacy nie idą w odstawkę, a będą rozwinięci do pełnej dywizji!

Już niedługo pokażę co całą moją armię kozacką, a tymczasem oto on:

PS. Wielkie podziękowania dla Swawolnika, bo to dzięki niemu w taborze Kozacy piszą list do Sułtana ;)







A oto wersja spalonego Taboru :D




 

czwartek, 1 stycznia 2026

Kampania rusza (I)

 Misja pierwsza - przygotowania

 

Deszcz uderzał o metalowy pokład barki desantowej z głuchym, monotonnym dudnieniem, mieszając się z rykiem silników parowych. Rzeka Erdwyn była tej nocy niespokojna, jej czarne wody pieniły się przy burtach, niosąc ze sobą zapach błota i spalonego węgla. W półmroku ładowni, oświetlonym jedynie przez drgające płomienie lamp naftowych, pluton Vrynna przygotowywał się do swojej pierwszej wspólnej operacji na wyspie Nefyn.

Ostatnie przygotowania

Atmosfera była gęsta od napięcia i odoru mokrej wełny płaszczy.

  • Perrin siedział na podłodze, mocno ściskając między kolanami swój wiklinowy kosz. Wyczuwał niepokój swoich podopiecznych – Nitka i Węzeł kręciły się w środku, drapiąc pazurkami o ściany, podczas gdy Iskra próbowała podgryzać rzemień jego hełmu. Perrin uspokajał je cichym mruczeniem, co chwilę sprawdzając, czy bębny z kablem są szczelnie owinięte woskowanym płótnem.

  • Brenna, z przewieszonymi przez ramię torbami pełnymi opatrunków i sucharów, krążyła między „kitami”, sprawdzając, czy mają zapięte kołnierze. Wcisnęła każdemu do łapy po kawałku twardego piernika. „To na energię, jak już wysiądziecie w tym błocie” – burczała, choć jej oczy zdradzały matczyną troskę.

  • Oldyr siedział w najciemniejszym kącie, niemal całkowicie nieruchomy. Jego długa strzelba spoczywała na kolanach, owinięta w szmaty maskujące. Stary weteran nie jadł piernika. Patrzył tylko w ciemność za burtą, jego proteza skrzypiała cicho przy każdym uderzeniu barki o falę. On wiedział, jak smakuje Nefyn – i nie był to słodki smak.

Rozkaz Vrynna

W końcu Sub-Caenerol Vrynn wystąpił na środek. Światło lampy wyostrzyło jego zmęczoną twarz i pusty rękaw munduru, który wiatr szarpał we wszystkie strony. W jedynej dłoni trzymał pognieciony arkusz papieru z oficjalną pieczęcią Sztabu 7. Dywizji.

Uderzył dłonią w metalową ścianę, by uciszyć pomruki silnika, i zaczął czytać chrapliwym głosem:

„Z rozkazu Dowództwa Maer Braech: Pluton Vrynna ma przeprowadzić skryty desant na południowym cyplu wyspy Nefyn. Cel: odnaleźć i zneutralizować baterie ciężkiej artylerii Rojalistów, które paraliżują przeprawę naszych głównych sił przez rzekę. Macie być duchem, który uderza w serce ich stali. Jeśli działa nie umilkną przed świtem, flota zostanie rozniesiona w pył.”

Vrynn zwinął papier i spojrzał na swoich ludzi. – Słyszeliście? Rojaliści myślą, że Nefyn to ich forteca. My pokażemy im, że to ich pułapka. Perrin, potrzebuję linii do sztabu zaraz po tym, jak zabezpieczymy przyczółek. Oldyr, ty idziesz pierwszy, znajdź te działa. Brenna... trzymaj chłopaków w kupie.

Gdy barka uderzyła o piaszczysty brzeg wyspy, a rampa opadła z ciężkim hukiem, w twarze Quarów uderzył zimny wiatr Nefyn. Pierwsza misja kampanii właśnie się zaczynała.


Rampa barki opadła z ciężkim chrobotem, wrzynając się w mulisty brzeg wyspy Nefyn. Chłodne, nocne powietrze natychmiast wypełniło ładownię, niosąc zapach wodorostów i mokrej ziemi. Sub-Caenerol Vrynn nie tracił czasu. Jednym ruchem sprawnej ręki wskazał na niewielkie wzniesienie osłonięte rzadkimi zaroślami.

– Grendel! – krzyknął Vrynn do starego dowódcy grenadierów. – Rozbijcie tu obóz. Okopcie działo, rozstawcie warty i niech Perrin spróbuje przeciągnąć pierwszy kabel do brzegu. Jeśli coś pójdzie nie tak, macie być naszą twierdzą.

Gdy reszta plutonu zaczęła w milczeniu wyładowywać skrzynie, Vrynn odwrócił się do swojego zaufanego podoficera. Yawdryl Krol akurat odpalał nową końcówkę cygara od żaru poprzedniego.

– Krol, bierz ludzi. Idziecie na szpicę – rozkazał Vrynn, a jego głos stał się cichy i zimny. – Skład: Pips na oko, Guff jako wsparcie, Keff do pełzania w błocie, Tolly i Harl do asekuracji, Bram, Mots, Olo i Ryn. Bierzesz też Jukka, muszę mieć pewność, że nic wam się nie zatnie w tej wilgoci. No i Brenna... – Vrynn spojrzał na Dynę, która już poprawiała torby medyczne. – Jeśli kogoś trafią, musisz go poskładać na miejscu.

Krol skinął głową, wypuścił gęsty kłąb dymu i rzucił krótkie: – Za mną, kity! Ruchy, zanim nam kopyta w tym błocie zgniją!

 

Patrol w głąb Nefyn

Ruszyli w głąb wyspy. Na przedzie, niemal zlany z ciemnością, poruszał się młody Pips. Jego sokoli wzrok przeczesywał każde zarośla. Tuż za nim, niczym cień, przemykał Keff, który w tym podmokłym terenie czuł się lepiej niż na placu apelowym.

Guff szedł z tyłu za Pipsem, trzymając swój karabin jak zabawkę, gotowy zasłonić przyjaciela własnym ciałem. Obok niego dreptał Bram, trzymając się blisko potężnego kowala i co chwilę nerwowo nasłuchując odgłosów nocy.

Patrol Krola wyszedł na krawędź niewielkiego, zaniedbanego sadu. Między rzędami dzikich drzew owocowych majaczyła sylwetka niewielkiego, domu z kamienia, otoczonego niskim murkiem. To typowa zabudowa Nefyn – solidna i łatwa do obrony.

– Spójrzcie na ten murek – szepnął Pips, mrużąc oczy. – Ktoś tam leży. Widzę lufę rhyfla wystającą zza kamieni....

 


CDN.